Nadmiarowość to jedna z naszych ulubionych pułapek. Wpadamy w nią w okolicach świąt, początku roku, sesji egzaminacyjnej, urodzin, sezonu wyprzedaży, przy okazji zmiany diety, przeprowadzki, życiowych rewolucji. Kusi ambitnymi wizjami przyszłości. Jest jak folder zagranicznych wczasów, z żółtym piaskiem, błękitnym niebem i idealnie lazurowym morzem na okładce, urzeczywistniający nasze najskrytsze pragnienia. Nadmiarowość pojawia się w różnych obszarach życia i chce działać na pełnych obrotach. Tyle że nie sposób za nią nadążyć. Tak jak trudno zrealizować ambitne wizje wczasów z kolorowego folderu.  

 

Fatamorgana

Kiedy w porywie noworocznych postanowień decydujemy się na zrzucenie paru zbędnych kilogramów, zwykle nie wystarczają nam drobne kroki, żeby zrealizować swój plan. Inwestujemy w projekt maksimum. Wyobrażamy sobie nasze przyszłe wcielenie w wersji szczupłej, wysportowanej, bez zadyszki pokonującej kilometry schodów. Jeśli efekt ma być spektakularny, chcemy nie mniej spektakularnych środków, żeby go osiągnąć. Dlatego biegamy, ćwiczymy brzuszki, wykupujemy karnet na siłownię, stosujemy modną dietę ze 100% gwarancją skuteczności, czytamy książki o zdrowym żywieniu, nie ważymy się spojrzeć na lodówkę po godzinie 18:00 i skrupulatnie liczymy każdą pochłoniętą kalorię. Niestety po tygodniu okazuje się, że nie wystarcza nam czasu na wszystkie zaplanowane aktywności. Ok, ograniczamy się do minimum, tylko brzuszki! Byle nie w sobotę i niedzielę. To przecież czas na odsypianie całotygodniowych zaległości. Po miesiącu zapominamy o karnecie na siłownię i liczeniu kalorii. Projekt zamiast nas satysfakcjonować, rozczarowuje. Zwłaszcza gdy weryfikujemy jego postępu na wadze łazienkowej.   

 

Podobnie jest z emocjami. Kiedy pokonujemy uczuciową pustynię w poszukiwaniu równowagi albo próbujemy zrekompensować jakiś brak: szczęścia, wiedzy, pieniędzy, rzeczy, sukcesu, miłości – czasami zmierzamy w stronę imponującej fatamorgany, omijając po drodze oazę, która jest odpowiedzią na nasze rzeczywiste potrzeby.

 

Mieć pod górkę

Nadmiarowość to dysproporcja pomiędzy celem, a środkami koniecznymi do jego osiągnięcia. Jest pułapką robienia wielu rzeczy naraz lub nabywania przedmiotów, doświadczeń, wiedzy w ilości nieadekwatnej do potrzeb. Przybiera różną postać, od kumulacji noworocznych postanowień, biznesowych projektów, które planujemy zakończyć w ciągu miesiąca, chociaż standardowo zajmują cały rok, góry nieprzeczytanych książek na nocnej szafce, odłożonych z mocnym postanowieniem rychłego przeczytania, po stertę zbędnych ubrań zakupionych w trakcie wyprzedaży. Jeśli brak czegoś wyobrazimy sobie jako dołek, nadmiarowość jest górką, usypaną z naszych wyidealizowanych wizji, zbyt ambitnych dążeń, prób realizacji 200% normy. Tymczasem wystarczy zasypać dołek, żeby osiągnąć stan równowagi.

 

Gdy przechodzimy przez słabe momenty w życiu, odczuwamy szereg nieprzyjemnych emocji. Oceniamy ten stan jako gorszy, wymagający zmiany, poprawy. W efekcie zaczynamy robić wiele rzeczy naraz, głównie po to, by poczuć siłę, wzmocnić się wewnętrznie, niejako nadrobić stracony czas, w którym uśpiliśmy pęd do działania, ruchu. Pojawia się też duże napięcie i skoncentrowanie na celu. Właśnie tak wpadamy w pułapkę.

 

O ile, na krótką metę, nadmiarowość działa mobilizująco w jednej dziedzinie, o tyle powoduje deficyt w innej. Siedem biznesowych projektów w tym samym czasie oznacza permanentny brak snu, trzy torebki na wyprzedaży to dziura w domowym budżecie, codzienny intensywny trening przekłada się na brak czasu dla najbliższych. Stąd pojawia się zmęczenie, rezygnacja, zniechęcenie. W perspektywie długoterminowej trudno dotrzymać kroku nadmiarowości.

 

Kłopoty z decyzyjnością

Pułapka nadmiarowości dotyczy także naszych wyborów. Albo raczej ich braku. Jeśli czegoś jest bardzo dużo, mamy kłopot z decyzją. Myślimy: Wybierając jedno, tracę drugie! Dlatego umawiamy się na dziesiątą randkę w ciągu miesiąca, za każdym razem z inną osobą, obawiając się jakichkolwiek deklaracji; próbujemy n-ty smak lodów, żeby przekonać się, czy kupujemy najlepszy, przy czym degustacja wcale nie ułatwia wyboru. A w świecie oferującym nadpodaż informacji, przedmiotów, możliwości, okazji, sytuacji, doświadczeń umiejętność wyboru jest niezbędna. Bez niej – nie pójdziemy dalej!

 

Brak decyzji powoduje stanie w miejscu. W trybie przeciążenia. W tej sytuacji trudno docenić zmieniający się smak życia.

 

Tydzień, czyli siedem dni

Mówiąc o pułapce nadmiarowości trzeba wspomnieć o jej związku z systematycznością. To dwie strony medalu. Jeśli nie odpoczywamy na co dzień albo nie wysypiamy się w ciągu 5 dni pracy, nie da się nadrobić tych braków w trakcie jednego weekendu. W 48 godzin nie odbudujemy relacji z dziećmi, nie naodpoczywamy się na zapas, nie wyśpimy a conto! Pewne rzeczy w naszym życiu wymagają systematyczności i w żaden sposób nie da się ich zrekompensować nadmiarowością.

 

Dlatego jeśli myślimy o długoterminowym planie na zmianę swojego życia, autorozwój, wyrównanie braków finansowych, emocjonalnych, wiedzowych, czy jakichkolwiek innych – nie hiperblizujmy działań, nie pomnażajmy ich w nieskończoność, ale wybierzmy te, które poprowadzą nas do celu.

Polecane wpisy
Zadyszka!Zadyszka!