Nie mogą bez siebie istnieć. Jak dzień i noc, awers i rewers, góra i dół. Równoważą się, domykają, uzupełniają. Nie boją się przemijalności, a czas działa na ich korzyść. Występują naprzemiennie, zawsze w roli pierwszoplanowej. Gdzie? W przyrodzie, biznesie, sztuce, miłości. Właściwie wszędzie, a zwłaszcza w Twoim życiu. Nazywają się początek i koniec. Albo koniec i początek. Zależy od perspektywy.

 

Początek i koniec to para o dużej sile przyciągania, dlatego nie sposób oderwać od niej myśli. Szczególnie teraz, kiedy grudzień ustępuje miejsca styczniowi, a my ekscytujemy się startem w kolejnym rok. Będą fajerwerki, szampany, życzenia i dziesiątki pomysłów na przyszłość. Ale żeby nastał początek, trzeba sobie zdać sprawę, co chcemy zakończyć, czego nie warto kontynuować. Dlatego wyjątkowo zacznijmy od końca.

The end. Stary znajomy. Zdarza się, że wpada niezapowiedziany. Bez pukania. Niektóre sprawy porządkuje, inne przewraca do góry nogami. Biegle włada wszystkimi językami świata, ale czasami trudno go zrozumieć. A tym bardziej zaakceptować. Mimo to działa z rozmysłem, według własnej strategii. Po każdej wizycie zostawia po sobie jakiś ślad, niczym nieustraszony Zorro. To dla nas cenna wskazówka i sygnał, że początek już blisko. Tuż-tuż.  

Generalnie koniec nie ma dobrych notowań. O ile bardzo lubimy zaczynać, o tyle boimy się kończyć, czujemy strach przed zamknięciem jakiegoś etapu w życiu, pożegnaniem go, pozostawieniem za sobą. Obawiamy się nieodwracalności zdarzeń. Tymczasem może on oznaczać koniec toksycznego związku, trudnej relacji zawodowej, długiej choroby, sporu sądowego, spłaty długów – związanych z ogromnym poczuciem ulgi i odzyskaniem wewnętrznej równowagi. Wtedy go doceniamy, celebrujemy, nadajemy mu odpowiednią rangę. Natomiast w przypadku czegoś przyjemnego: wakacji, spotkania z przyjaciółmi, filmu w kinie, romantycznej kolacji, popołudniowej drzemki – koniec traktujemy bez krztyny entuzjazmu, odwlekając moment, kiedy zapuka do naszych drzwi i powie: Już jestem!

Mimo niechęci do nieuchronnych finałów, pewnych rzeczy w naszym życiu nie da się zatrzymać ani dostosować do osobistych planów, na przykład czasu. Możemy z nim płynąć, bez ingerowania w jego rytm. Za to dowolnym stylem. To od nas zależy, w jaki sposób wykorzystamy potencjał 12 miesięcy, czy podporządkujemy go władzy stycznia i grudnia – tak jak to robi większość ludzi, firm i instytucji – czy też otworzymy się na inne przełomowe momenty. Pułapką jest sztywny podział roku na dwa kluczowe etapy: przed Sylwestrem i po nim. A przecież można zacząć nowe przedsięwzięcia, projekty już w lipcu, nie czekając na styczeń.

Tylko pamiętajmy, że żeby coś rozpocząć, najpierw trzeba coś skończyć. Nie da się wrzucić złotówki do skarbonki, która jest przepełniona monetami. Ani jednej. Podobnie jest z nami. Kumulujemy w sobie doświadczenia, emocje, które wymagają podsumowania, zamknięcia w całość. Póki ich nie zarchiwizujemy, nie zrobimy miejsca na nowe. A chodzi o to, żeby we właściwym czasie opróżnić skarbonkę, może nawet ją stłuc i wydobyć zgromadzone bogactwo. Bo skarbonka mieści w sobie skarb, dosłownie i w przenośni. W słowie i we wnętrzu. My też.

Zamiast demonizować koniec, spróbujmy go oswoić. Pomyślmy o nim już na początku. Nauczmy się jasno określać cel przedsięwzięcia, z podziałem na etapy, żeby na bieżąco weryfikować, na ile się do nich zbliżyliśmy. Ustalmy warunki rozstania, zwolnienia z pracy, zakończenia jakiejś relacji, aby łatwiej je przeprowadzić, kiedy zajdzie taka potrzeba. To właśnie w trakcie pokoju negocjuje się umowy na czas wojny.

W przypadku trudnych końców wypiszmy 5 punktów, które nas wzbogaciły. Postarajmy się zaakcentować to, co udało się osiągnąć. Doceńmy lekcje otrzymane od życia, dzięki którym staliśmy się silniejsi, dojrzalsi. Zapytajmy, czego spodziewamy się po przyszłości, na co liczymy. I zaprośmy początek do środka, do naszego życia. Pozwólmy mu rozbudzić siły witalne, dajmy zaistnieć, bo jak pisała Wisława Szymborska w tomiku wierszy Koniec i Początek:

Każdy przecież początek

to tylko ciąg dalszy,

a księga zdarzeń

zawsze otwarta w połowie.

 

Kibicuję oswojonym końcom, po których następuje dobry początek. Serdecznie pozdrawiam, Lidia Krotoszyńska.

 

Felieton ukazał się w grudniowym numerze Home & Market, miesięcznika gospodarczego dla menedżerów wyższego szczebla.

Recent Posts
Happy end?Happy end?