Nie muszą być szefowymi kluczowych działów w firmach ani stać na czele wielkich korporacji, żeby mieć wpływ na innych i na siebie. Nie muszą nosić perfekcyjnie skrojonych garsonek ani wchodzić w cudze role, żeby udowodnić swoją siłę. Nigdy i nikomu. Mogą działać z drugiego rzędu. Albo błyszczeć jako liderki. Współczesne kobiety mają wybór, a ich siła oddziaływania jest coraz większa. Czy lubią siebie w wersji Power women? Czego się obawiają? Jak sobie radzą ze współpracą w życiu zawodowym i prywatnym? O tym rozmawiamy z Lidią Krotoszyńską, psychoterapeutką, mentorką i specjalistką wychodzenia z pułapek life&business.

 

Czy uważasz siebie za kobietę wpływową?

 

Oczywiście! Mam pośredni wpływ na ludzi, z którymi pracuję, na znajomych, pacjentów, otoczenie, ponieważ dzielę się wiedzą, inspiruję, pokazuję drogi wyjścia z trudnych sytuacji, ale przede wszystkim mam wpływ na siebie i swoje życie. Bez względu na jego zasięg i intensywność – jest nieodłącznym elementem relacji, które codziennie buduję. Staram się, żeby był wartościowy, mobilizujący, taki, który niesie ze sobą potencjał pozytywnych zmian w życiu zawodowym i prywatnym.

 

Dlaczego, kiedy myślimy o wpływowym człowieku, zwykle jako pierwszy przychodzi nam do głowy mężczyzna?

 

To scheda po tradycyjnym wychowaniu, w którym utrwalił się wzorzec decyzyjnego ojca, sprawującego władzę nad rodziną. Mówię w dużym uproszczeniu, ale chodzi o definiowanie wpływu poprzez władzę, a patriarchat przez wieki forsował władzę mężczyzn i szereg związanych z nim stereotypów. Na szczęście czasy się zmieniły i definicje również.

 

Czyli wpływ to nie władza?

 

Zdecydowanie nie! To dwa różne pojęcia, chociaż na etapie realizacji mogą mieć wspólny mianownik. Jeśli zależy Ci na ochronie środowiska, możesz skrupulatnie segregować śmieci i używać toreb ekologicznych zamiast plastikowych reklamówek. W ten sposób, niezależnie od skali działań, wpływasz na przyszłość planety. Ale kiedy taką praktykę narzuca Ci ustawa, efekt będzie podobny, choć drogi dochodzenia do niego różne.

 

Jak wobec tego rozumiesz wpływ?

 

Dla mnie jest to możliwość wszelkich zmian, otwierająca się dzięki naszym doświadczeniom, relacjom, uczuciom, predyspozycjom, wiedzy, za które bierzemy odpowiedzialność. To działania lub ich zaniechanie, interakcje, decyzje funkcjonujące w dwóch skalach: mikro – dotyczące samego siebie i najbliższego otoczenia, na przykład kiedy decyduję o remoncie mieszkania, zakończeniu toksycznego związku, rzuceniu palenia albo kiedy ustalam warunki współpracy na polu zawodowym oraz makro – odnoszące się do dużej grupy ludzi, środowiska, polityki, know-how, przyszłości planety, na przykład gdy walczę o prawa uchodźców, organizuję ogólnopolską manifestaję, intensywnie pracuję nad wynalezieniem nowego leku lub wdrożeniem projektu edukacyjnego o zasięgu globalnym.

 

Są wpływy ważne i ważniejsze?

 

Nie ma potrzeby ich stopniować. Każdy wpływ ma różny zasięg i intensywność. Ale nawet największa zmiana zaczyna się od małego kroku, od skali mikro. Pamiętam jak w dzieciństwie zetknęłam się z Panią Krysią, bibliotekarką, która dzięki swojej pasji czytelniczej zaszczepiła we mnie miłość do literatury. Tak ciekawie opowiadała o książkach, że ustawiały się do niej kolejki. To ona zmobilizowała mnie do rozwijania własnych zainteresowań, zdobywania wiedzy. Chciałam imponować jej i sobie. Sprawiało mi to dużą satysfakcję. W 8 klasie próbowałam nawet przebrnąć przez Mistrza i Małgorzatę. Wówczas poddałam się, ale wróciłam w liceum, z piękną lekcją, że można sobie poczekać i w kolejce, i z czytaniem wielkich dzieł. Po wielu latach z pełnym zaangażowaniem zajęłam się dystrybucją i promocją Harry’ego Pottera na polskim rynku wydawniczym, w czasach, kiedy u nas jeszcze nikt w niego nie wierzył, a dzieciaki w Anglii już szalały na jego punkcie. Książka okazała się ogromnym sukcesem i rozpaliła wyobraźnię tysięcy młodych czytelników. Mały krok przerodził się w duże przedsięwzięcie. Właśnie w ten sposób mikrowpływ zainicjował makrozmiany.

 

Ale czy nie masz wrażenia, że pracując dla dużych korporacji można więcej niż pracując w małej, jednoosobowej firmie?

 

Powiem przekornie: w zasadzie można tyle samo. Wpływ na drugiego człowieka nie polega na zwierzchnictwie, narzucaniu własnej woli większości, ale raczej na rekomendowaniu. Każdy z nas sam decyduje o tym, co zrobi z kapitałem otrzymanym od innych ludzi. Jeśli dzielisz się wartościową wiedzą, istnieje spora szansa, że ktoś z niej skorzysta. To dobra droga do bycia mentorem, specjalistą w swojej dziedzinie. Natomiast mając opinię słabego lekarza, raczej nie przekonasz pacjenta do poważnej operacji. Podobnie jest z emocjami, poradami, gotowymi rozwiązaniami. Oferując wsparcie, możesz wprawić kogoś w dobry nastrój. Lub rozdrażnić, jeśli potraktuje Cię jak intruza, wkraczającego w jego sferę intymną.

 

Na czym polega siła oddziaływania kobiet?

 

Na urzeczywistnianiu zmian i realizowaniu potencjału drzemiącego w kobietach. Generalnie zostałyśmy wychowane w duchu skromności i podporządkowania, dlatego ciągle uczymy się manifestować swoją siłę. I kształtować świat po swojemu. Chociaż trzeba tutaj wspomnieć o naszym niezłomnych prababciach, które mimo panujących stereotypów znalazły własne ścieżki na zdobycie strefy wpływów, co w świecie zdominowanym przez mężczyzn nie było łatwe.  

 

Kogo masz na myśli?

 

Marię Skłodowską-Curie, Fridę Kahlo, Simone de Beauvoir, Coco Chanel, Virginię Woolf, Margaret Thatcher, Michalinę Wisłocką, a zwłaszcza moją babcię, ciotkę i matkę, które nauczyły mnie akceptacji i wiary we własny potencjał. Jak widać, wpływ można mieć niezależnie od wieku, w jakim żyjemy. I chociaż jest rodzajem siły, nie trzeba jej używać, by być kimś wpływowym.

Wymieniłaś wybitne osobowości. A co z resztą wspaniałych, pomysłowych kobiet? Może obawiały się swojej siły, żeby nie uchodzić za zimne, wyrachowane, pozbawione emocji?

 

Tym sposobem wracamy do punktu wyjścia. Posiadanie wpływu było traktowane jako męska domena, dlatego w kobiecym świecie pełnym emocji i wrażliwości, wydawało się puzzlem z obcej układanki. Do dzisiaj pokutuje taki wzorzec. Stąd na hasło kobieta wpływowa czasami pojawia się szereg pejoratywnych skojarzeń: surowa, autorytarna, oziębła, za wszelką cenę dążąca do celu. Niesłusznie. Znam wiele uśmiechniętych i otwartych kobiet, które mają ważną misję i realizują ją dzięki zgromadzonemu potencjałowi, w tym umiejętności przekonywania do swoich pomysłów.

 

A co z kobietami, które nie lubią roli liderki?

 

Nie muszą być liderkami, żeby zmieniać świat. Matki mają ogromny wpływ na swoje dzieci, a przecież nie każda jest managerem w firmie, czy szefem międzynarodowej korporacji. Ich siła oddziaływania manifestuje się zgoła inaczej, niejako z zaplecza. Generalnie istnieją dwa rodzaje wpływu: z pierwszej linii frontu i z drugiego szeregu. Wpływ z drugiego szeregu to ten, kiedy kobieta pozostaje w cieniu, ale widać jej działanie. W mojej pracy psychoterapeuty nazywam to niewidocznym wkładem w widoczne osiągnięcia. Wpływ z pierwszej linii frontu to ten rzucający się w oczy, z pierwszych stron gazet,  podkreślający zasługi autorki. Oba są bardzo ważne.

 

Do którego momentu wpływ nas rozwija, a od którego zaczyna ograniczać?

 

Sam wpływ trudno traktować normatywnie, dlatego warto rozważyć, jak się nim posługujemy. Nie ma uniwersalnej granicy, ale równowaga psychiczna i komfort emocjonalny mogą być papierkiem lakmusowym. Dopóki czujemy się na swoim miejscu z potencjałem, który wykorzystujemy do wprowadzania zmian, róbmy to dalej. Ale kiedy czujemy lęk, strach, obawę związane z własną siłą oddziaływania – zastanówmy się, czy nie potrzebujemy dystansu, wsparcia, podsumowania.

Jakie mamy perspektywy?

 

Bardzo różne, bo z potencjałem i barierą jest tak samo, jak ze stworzoną przeze mnie ideą Moje słabości są moją siłą. Potencjał może być barierą, a bariera potencjałem. Jeśli coś mi przeszkadza, zaburza wewnętrzny porządek, mogę z tego wyciągnąć lekcję, poszukać wsparcia i w konsekwencji coś usprawnić, przekształcić. Natomiast tkwiąc w przekonaniu o nieograniczonym potencjale zapominam o podstawowej zasadzie Pareto mówiącej, że w trakcie zmian optymalna proporcja to 80% starego i 20% nowego. Człowiek potrzebuje czasu, żeby oswoić się z tym, co nowe, opracować własną strategię, scenariusze działań. 20% zmian to poziom akceptowalny, mogący zagwarantować bezpieczną implementację.   

 

Czym są te bariery w praktyce?

 

To na przykład nieumiejętność słuchania siebie i innych, impas decyzyjny, niedotrzymywanie warunków umowy, niedoszacowanie swojej pracy. Kobiety odczuwają silną presję dzielenia się posiadanymi zasobami za darmo, żeby udowodnić własną wartość. Tymczasem w każdej transakcji lub inwestycji używamy aż 5 walut: czasu, pieniędzy, relacji, nauki oraz rozwoju. Musimy nauczyć się racjonalnie je dozować. To my – kobiety podejmujemy decyzję, czym chcemy się dzielić, o jaki wpływ walczymy, co zamierzamy osiągnąć. Zadanie sobie tych pytań na początku, rozjaśnia sytuację i dynamizuje działania.

 

Gdybyś miała zobrazować wpływ, czym on dla Ciebie jest?

 

To następny krok, bez którego trudno ruszyć z miejsca. Pójść dalej.

 

Na koniec krótkie zadanie. Wyobraź sobie salę pełną wpływowych kobiet. Masz minutę, żeby powiedzieć im coś ważnego.

 

Pomyślcie sobie o wyjątkowych, niezwykłych kobietach, które stanęły i staną na Waszej drodze życia. O tych, które nauczyły lub nauczą Was samoakceptacji, zaufania, szacunku do siebie i innych, wiary we własne możliwości, zdrowej rywalizacji, ścigania się na życiowych zakrętach, nie poddawania się zwątpieniu, radzenia sobie z konfliktami, odpowiedzialności, stawiania i szanowania granic, przedsiębiorczości, wyborów, współpracy, wspierania, dialogu, zaradności, szycia, gotowania, cieszenia się codziennością. Pomyślcie o nich z wdzięcznością i odważnie przekazujcie odziedziczony dar dalej. Wasz wpływ to siła, która może zmieniać świat.

 

Wywiad ukazał się w lutowym numerze Home&Market, miesięcznika gospodarczego dla menedżerów wyższego szczebla.

 

Recent Posts
Status: kobieta wpływowaStatus: kobieta wpływowa